"Czasami widzimy we śnie coś, czego nigdy nie widzieliśmy, ani o czym nie słyszeliśmy w tym życiu, ale wszystkich tych incydentów doświadczyliśmy w różnym czasie, w różnych miejscach i w różnych okolicznościach".
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pościg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pościg. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 grudnia 2013

(30.12) - "Ty nie zabijesz 60 000 ludzi..."

Z perspektywy 3 os.
Forma opowiadania.

   Dziewczyna właśnie wychodziła ze szkoły po udanym przyjęciu pożegnalnym, ubrana była w czarną sukienkę, ocieplaną narzutkę oraz bordowe buty na koturnie. Z uśmiechem pożegnała się ostatni raz i zaczęła ślizgać się jak na łyżwach po śniegu. Po drodze spotkała dwie dziewczyny- swoje przyjaciółki uśmiechnęły się smutno i pomachały jej.
   Kilka tygodni później w wiadomościach słychać następujące ogłoszenie oraz apel do mieszkańców niewielkiego miasteczka:
Chwilę przed rozpoczęciem naszego programu policja odnalazła w pobliskim jeziorze zamarznięte zwłoki chłopca w wieku gimnazjalnym. Okazało się, iż został zabity poprzez dwa pchnięcia nożem w okolicach płuc oraz uderzenie w tył głowy twardym narzędziem. Zwłoki- jak wynika z opinii lekarza oraz byłego śledczego, leżały w wodzie od trzech dni. 
Chłopiec ubrany był z niewiadomego powodu w czarną sukienkę, narzutę, rajstopy w pasy oraz bordowe buty za kostkę.

Prosimy pozostać w domach. Prawdopodobnie powtórzy się zdarzenie sprzed sześciu lat. 
Powtarzam! Prosimy  pozostać w domach i pod żadnym pozorem nie wychodzić!

   Rok później, to samo niewielkie miasteczko. Przez ulicę kroczy z założonymi za plecy rękami chłopak i rozgląda się ciekawy. Delikatny uśmiech znika z jego ust, wzdycha i wkłada dłonie do kieszeni, jednak szybko zmienia zdanie znów zakładając je za plecy. Przechodząc przez jedną z węższych uliczek podlatuje do niego czarny motyl z fioletowymi i niebieskimi wzorami promieniującymi delikatnym światłem na skrzydłach. Wygląda to tak, jakby owad przyglądał mu się... Po kilku sekundach wzory ze skrzydeł motyla powoli przestają się świecić a sam owad rozsypuje się, jego prochy porywa wiatr. Światło ze skrzydeł oczywiście jak zwykle wręcz "wchodzi" w narzutę chłopaka. On patrzy na to smutnie na następnie unosi ręce po czym sam zaczyna się unosić. Chwilę zajmuje mu uniesienie się na wysokość pobliskiego domku jednorodzinnego z którego okien spogląda na niego kilka, jak nie kilkanaście par czerwonych oczu. Delikatnie ląduje na szczycie dachu i kieruje wzrok w stronę wschodzącego słońca...
   Przemierzając leniwie pozostałe dachy nuci spokojną melodię. Mimo glanów, które miał na sobie stąpał po dachach zadziwiająco cicho... Zatrzymał się przed zniszczonym, żółtym murem więziennym. Zrobił krok w tył i znów uniósł się stając na zniszczonej części muru. Przyglądał się z obrzydzeniem na więźniów pilnowanych przez policjantów. Kolejna dziura w murze, znów lekki skok... I tak kilka razy dopóki nie zatrzymał się na płocie okrążającym kolejny z domków. Zatrzymał go wysoki mężczyzna ze spluwą w dłoni skierowaną na niego.
-Mamy nie wyrównane rachunki- powiedział naciskając na spust. Chłopak spojrzał na niego z góry a kula odbiła się od niewidzialnej ściany. Mężczyzna prychnął i wystrzelił ponownie. Tym razem kula nie trafiła w ogóle ponieważ brunet stał na mężczyzną z uniesioną na wysokości jego głowy dłonią. Otworzył usta delikatnie i wydał z siebie cichą melodię prawie niesłyszalną, po chwili jednak dźwięk ten zaczął stawać się coraz niższy a także zdawał się zanikać z każdą sekundą ponieważ dźwięki osiągały coraz to wyższą częstotliwość.
-Przestań...!- warknął mężczyzna.- Proszę cię... Wybacz mi... Przestań... Przestań!!- krzyknął po czym z jego ust obficie wypłynęła krew. Mężczyzna padł na ziemię a chłopak po prostu odszedł.
   Sytuacja kilka razy się powtórzyła.
-To nie tak, że chcę zabijać...- mamrotał przechodząc obok kilku facetów leżących na ziemi i wykrwawiających się. Obok nich leżały bronie.- ... To po prostu mechanizm obronny...- dodał równie mamrotem.

   Sen powoli się kończy chłopak idzie znów po dachach "zbierając" motyle. Widzi ciemne niebo, które z niebieskiego przechodzi w żółty a potem zgniły zielony, oraz widzi stary dom, który budzi niepokój. Oddala się od niego i nagle napadają go czterej faceci. W dłoniach mają kije baseballowe chłopak próbuj unieść się jak najwyżej, ale jak na złość "energia" narzuty się kończy i ten zostaje zabity.

   Jeszcze chwilę potem pokazuje się duże pomieszczenie z wielkim stołem przy którym siedzi grono mężczyzn, na stole położone jest płótno z podobiznami ich samych oraz chłopaka. Jest to ukazane w kręgu, a w sumie spirali. Na samym jej końcu jest ten najsilniejszy i najbardziej niebezpieczny a w środku ten najsłabszy.
Najwyższy z mężczyzn zaczął:
-To ja powinienem się tym zająć! W końcu jestem synem śmieci!
-Przestań pieprzyć!- odkrzyknął mężczyzna w białej szacie.- Prędzej umrzesz niż cokolwiek z tym zrobisz...
-Oboje się przymknijcie! Koszmar.- spojrzał na nieco niższego, ubranego na czarno mężczyznę.
-Nawet ja tego nie zrobię. W swojej "karierze" nigdy nie udało mi się zabić tylu ludzi...
-Coś powiedział?! Jestem najsilniejszy z was!- krzyknął ten wysoki.
-Nawet ty nie zdołałeś zabić 60 000 ludzi...- mówiąc to placem dotknął podobizny chłopaka znajdującego się na końcu spirali.- On jedyny jest jego synem...
   Na końcu sali pojawiło się coś o zbliżonym do człowieka wyglądzie. Miało długie rogi oraz czerwone oczy jak i kilkadziesiąt oczu na swoim ciele. Głowa postaci zdawała się unosić, a czerwone części promieniały. Długa peleryna zmieniała się w cienie i falowała ku górze.

Sen się kończy.


sobota, 19 października 2013

(03.03-04.03)- Za Abrafan!

   


   To było tak. Do takiej jaskini wszedł chłopak, najprawdopodobniej​ej był to wojownik... Ta jaskini okazała się być "domem" krasnoludów i troli i miała kilka poziomów, przy czym w najniższym był smok. Potem ten chłopak został pojmany przez krasnoludy i wciśnięty do celi. Siedział tam dość długo i jak patrzył w przestrzeń jaskini to widział huśtające się przez wiatr bronie- miecze, maczugi itd.. W końcu jakoś się stamtąd wydostał bo ci mieszkańcy wyruszyli na wojnę czy coś. Przeszukał wszystkie "pokoje" i ze znalezionych materiałów zrobił "skrzydła". Dokładnie ze skóry i badyli. Przeczepił te skrzydła do kolan i zeskoczył i zaczął nimi machać... Na jego nieszczęście w tym momencie smok się przebudził i wystrzelił z przepaści w gorę. Chłopak prawie oberwał kulą ognia, ale w końcu się wydostał, a smok wrócił do swojego miejsca.
 
[Tutaj nie pamiętam...]

Druga cześć snu:
   Była wiosna i odbywał się wielki bal w jednym z zamczysk. Młoda dziewczyna w białej, jakby poszarpanej​ sukni została pojmana prze krasnoludy. Była ich zakładniczką na tym balu. Mijały godziny aż w końcu udało jej się wyrwać bandzie zbirów i ruszyła na najwyższe piętro zamczyska. Tam spotkała kota podobnego do tego z Alicji w Krainie Czarów tylko, że ten z mojego snu był biało-czarny, i nie szczerzył zębów. Wyglądał jak typowy kot jednak po pewnym dialogu ujawnił swoją prawdziwą postać:
-Jesteś bardzo uroczy...- skomentowała dziewczyna.
-Jestem NekoDragon(lol xD)... Jest coś co mógłbym dla ciebie zrobić?
-A co możesz?
-Mogę cię zabrać na drugi koniec zamku...
-Ale... jak?
W tym momencie kotek stał się wielki, jego ciało się wydłużyło, wyrosły mu krótkie rogi i usiadł przed nią.
-Wejdź na mój grzbiet, a zabiorę cię stąd.
No i ona wskoczyła na jego grzbiet i ten kot odleciał powoli na drugi koniec zamku. tam krasnoludy się zorientowały, że Leiya(bo tak się ona nazywała) zniknęła, więc wpadły w furię i zrobiły rzeźnię z balu szukając jej.

   No dobra... Ona zsiada z kota i idzie gdzieś, niebo jest pokryte pięknymi gwiazdami i widać na nim sylwetkę CZEGOŚ. Nagle nad jej głową przelatuje majestatyczny, czarny smok.
-Aigo!- krzyknęła.- Aigo, dobrze cię widzieć!
Smok zleciał obok niej i stanął, ona pogłaskała go po szyi i przytuliła<?>. Leiya wsiada na smoka i odlatuje na nim.
Potem wraca... krasnoludy chcą zabić smoka, którym jest ten sam co zaatakował tego wojownika. Niestety zostają spaleni na popiół.
Kilka tyg. później krasnoludy atakują królestwo Leiyi bo ona okazuje się być księżniczką... No dobra, jest polana, kilka miliardów krasnoludów przeciwko jednej dziewczynie, kocie i smoku. Rozpoczyna się wojna. Krasnoludy zostają zniszczeni co do jednego, wtedy księżniczka schodzi ze smoka i staje na wzgórzu i mówi:
-Ja księżniczka Leiya z rodu pogromców, przejmuje te tereny razem ze wszystkimi ich skarbami! Od teraz nikt nie ma prawa mi się sprzeciwić, nawet król i królowa tego kraju! na mocy prawa nadanego mi przez matkę- unosi miecz.- Mianuje siebie królową całego Abrafanu! Czcijcie mnie a ja sprowadzę na was dobrobyt, klęski żywiołowe się już nie pojawią, zwierzyna będzie zdrowa. Za Abrafan!- krzyknęła i w tym momencie jest takie oddalenie kamery i "objazd" wokół księżniczki i smoka. Miecz lśni w blasku słońca a za nią kilka milionów zwłok krasnoludów.

sobota, 17 sierpnia 2013

(16.08-17.08)- Motyl, wampir i pies.(trzy sny)

   Sen nr 1

 

   Razem z klasą(powiedzmy, nie wiem czy to była moja klasa) mieliśmy wycieczkę do jakiegoś miasta. Zatrzymaliśmy się przy jakimś starym budynku, który znajdował się jakby w parku Mysłowickim(miasto, w którym mieszkam). "Wychowawczyni" kazała nam teraz robić co chcemy. Wszyscy się rozeszli a ja poszłam usiąść na jednej z drewnianych ławek. Nagle przed moimi oczami przeleciało coś wielkiego... Zerwałam się i ruszyłam za tym.
   Trzy ławki dalej, siedziały na niej wielkie motyle. Były jak moja dłoń, jeden był całkowicie czarny, następny jaskrawo błękitny(patrząc na niego poczułam strach), a jeszcze jeden był czarno-czerwony, tzn. górne skrzydła były czarno-białe, a dolne krwisto czerwone. Był chyba najładniejszy z nich... Patrzyłam tak na nie w ciszy, aż w końcu ten czarny usiadł mi na ręce, a pozostałe dwa odleciały. Wtedy spojrzałam na trasę, którą lecą i ujrzałam tęczę. Wtedy byłam tylko ja- pozostali znikli... No i sen się urywa, a ja przenoszę się w jakieś nieznane miejsce.

Sen nr 2


   Teraz jestem na polu. Wokół las i domki jednorodzinne- wyglądały na opuszczone. Podbiega do mnie mój tato i ciągnie mnie gdzieś. 
   Przenosimy się do jakiegoś domu. On zaczyna o czymś mówić( niestety nie pamiętam o czym). Jeszcze później dowiaduje się chyba od samej siebie, że on jest wampirem więc gdy tato się kładzie spać ja uciekam z domku i biegnę przez te pola jak idiotka. I w tym momencie zmieniam się w... chłopaka. Wysokiego bruneta. Zatrzymuję się znowu w innym miejscu.

Sen nr 3


   Jestem w(prawdopodobnie) czyimś ogrodzie działkowym i rozglądam się. Widzę czarnego psa podobnego do ponuraka z Harreg'o Potter'a tyle, że ten ze snu był mniejszy i jakby... bardziej puszysty? Wpatruję się w niego i w końcu podchodzę, ten skacze i na ramie mi wyrasta czarny ogon i uszy, pies znika jakby nigdy nic. ja dostaję jakiegoś odpału i zaczynam biec na czterech... 
   Biegnę przez ulicę, na której się znalazłam nie wiedząc nawet kiedy i rozglądam się na boki. Widzę jak przez furtki przeskakują psy(?) i biegną za mną (LOL). Biegnę dalej i mijam przechodniów, którzy zostają zahipnotyzowanie przez nieznaną mi siłę i popełniają samobójstwo. Nagle mnie i te wszystkie psy zaczyna gonić policja i CIA. Gonią nas my w końcu się zatrzymujemy ja wstaję i podchodzę do jednego z funkcjonariuszy i podpisuję coś, potem podchodzę do jednego z agentów CIA z kartką w ręku i długopisem. Zaczyna się rozmowa.
-I jak?- pyta agent. Ja spoglądam na psy za mną.
-Eksperyment wypalił- szczerzę się.
-Co z ludźmi?
-Zaraz po dotknięciu przez niego...- tu wskazuję na czarnego pieska na moim  ramieniu(ten sam co wcześniej, ale mniejszy)-... zaczynają popełniać samobójstwa. Jak widać wszystko poszło jak chcieliście.
-Dobrze się spisałeś Rex.- mówi agent i zaczyna mierzwić moje włosy(oczywiście ja dalej jestem w ciele tego chłopaka). Zamykam oczy i zaczynam merdać ogonem ciesząc się z pochwały.- Teraz możesz już iść. My zajmiemy się więźniami- powiedział patrząc na tamte psy co za mną biegły. Policjańci skuwali psy kajdankami i prowadzili je do wozów z klatkami. Agenci CIA też odchodzą z raportem i odjeżdżają. Ja czekam aż ci znikną z pola widzenia i gdy już ich nie widzę znów na czterech biegnę dalej, tym razem już sama. 
   Przeskok w czasie- jest wieczór, ja jestem na jakimś placu budowy i wtedy orientuję się, że to jedna, wielka łamigłówka. Rozglądam się szukając dawcy, ale go nie zauważam więc zaczynam myśleć. Dochodzi do mnie, że ta łamigłówka to coś w rodzaju labiryntu i jeżeli wybiorę złą drogę już się nie obudzę ponieważ pożre mnie wielki, truskawkowy kisiel(naprawdę chodziło o KISIEL)... Na moim ramieniu pojawia się opaska Orpheusza i wtedy wybieram drogę znaczoną drzewem jabłkowym w pełnym rozkwicie. Zaczynam biec na czterech i szybko analizować drogę. Skręcam w prawo i znajduję wyjście. Odetchnęłam z ulgą i wstałam a labirynt się rozsypał... Po drodze do domu spotykam Simbę, który ucieka przed hienami i ukrywa się w jednym z opuszczonych domków jednorodzinnych. Ja nie zwracam na to większej uwagi i "znikam" we mglę. Na końcu widziałam to wszystko z perspektywy drugiej osoby.

***
Nie wiem co wpływa na tak wielka dziwaczność snów, ale ja i tak swoje sny uwielbiam. Szczególnie jeżeli mam nad nimi jakąkolwiek kontrolę. Nawet tę najmniejszą. Teraz idę szukać znaczenia tych snów w senniku.