Zaczęło się tak, że nocowałam u siostry. Jej męża nie było więc byłam
tylko ja, ona i jej córka. Po wstaniu na drugi dzień(oczywiście we
śnie...) w jej pokoju stał ksiądz i święcił go, ja wstałam i zaczęłam
się ubierać a ksiądz tego nie widział... Po jakimś czasie przyszła moja
mama z bułkami:
-Mamo, to jedziemy do tego kina czy nie?
-No jedziemy.
-A Ania też jedzie?
Moja siostra się roześmiała i powiedziała:
-A kto was tam zawiezie?
Cisza...
Schodzimy na dół do jej samochodu i ja zamiast do samochodu to w
stronę jeziora biegnę(obok mieszkania mojej siostry jest jezioro). I o
dziwo byłam w stroju kąpielowym mimo, że wychodziłam w krótkich
spodenkach i bluzce na ramiączkach...
W końcu ja jestem już w
wodzie i pływam jak syrenka... Przypadkiem dobijam do pewnego kolesia z
deską surfingową i z (!) czepkiem kuchennym na głowie! Wynurzam się z
wody i nagle mam długie, czarne włosy i kocie uszy i jeszcze dwukolorowe
tęczówki. Pacze tak na gościa i w końcu pytam:
-Czy to możliwe, że jesteś Dake?- i taki zdziw.
On przytakuje i posyła mi uśmiech. Ja jak głupia rzucam się na niego i tulę.
Dobra. Mija kilka minut, a my surfujemy po tym jeziorze, a fale
przychodzą nie wiadomo skąd... Znowu przeskok akcji i jest pokazane jak
rzucamy się (!) CYTRYNAMI. No nic cytryny jak śnieżki roztapiają się w
wodzie... W końcu Dakota idzie po coś do sklepu a ja zostaję sama w
gronie innych ludzi. Nagle rozlega się krzyk:
-DEMON DO CHOLERY WRACAJ TU TY GŁUPI PSIE!!
Ja
tak się rozglądam, aż widzę, że prosto na mnie biegnie po wodzie,
niczym Jezus czarny pies. Upadam do wody, której w tym miejscu było
tylko po kolana... Potem do wody wchodzi ów jegomość w ciuchach, po
prostu wlazł do wody w ciuchach i narzekał, że jego koszulka z logiem
ulubionego zespołu jest cała mokra i klei się od soku z cytryn... Znowu
pacze... A tu psa łapie Kstiel ze słodkiego flirtu(przedawkowałam
grę...). Cały mokry a ja jeszcze się na niego rzucam, ten bezskutecznie
próbuje mnie odepchnąć. No dobra... Pacze na psa, który zmienił się w
chłopaka o długich, czarnych włosach, psim ogonie i uszach... Był
nagi... Ale stał już w wodzie... Rozkłada ręce i gada:
-NIE! To nie
ja rzuciłem Natanielem na dach szkoły! Nie mam zamiaru iść do więzienia!
I mówię jeszcze raz! TO NIE JA!!- i odbiega zmieniając się w pewnym
momencie w smoka... Fala zmywa mnie i czerwonowłosego pod wodę, a Dake
na tej fali surfuje...
.KONIEC SNU NUMER 1.
Jestem w jakimś dziwnym miejscu... Prawdopodobnie las, z niezliczoną
liczbą drzew i krzewów, siedzę pod jednym z nich i przecieram oczy. Z
jakiegoś powodu czuję straszny niepokój... Słyszę kroki. Podskakuję w
miejscu. Zza jednego z drzew o grubym pniu wychodzi dziewczyna, ciemna
blondynka z czarna, szeroką opaską. Podchodzi do mnie:
-Co ty tu jeszcze robisz Donia?
-Olka?- zdziw i wstaje.
-Pozostali czekają przy wieży, pospiesz się i chodź...- nakazuje a ja wstaję.
No to idziemy... Przez całe plątaniny ścieżek i drug, nagle zza
jednego z drzew wyjeżdżają goście na deskorolkach krzycząc i szczerząc
się. Odskakujemy w porę, bo inaczej by nas stratowali...
Idziemy
dalej, w ciszy. Widać już wieżę. Była wysoka a ja czułam jeszcze większy
niepokój. Ale idziemy dalej. Mijamy kapliczkę z zadbanych, czerwonych
cegieł, ale nie posiadała charakterystycznego "niby krzyża". Rozglądam
się i myślę "już gdzieś to widziałam...". Wieża jest wprost przed nami,
strach się nasila. Znów się rozglądam i widzę (o boże...) Pinkie Pie...
Obok niej stoi Twilight Sparkle, ale nie była fioletowa tylko biała.
-No co tak długo?!- wyskakuje z pytaniem Pinkie.
-Zgubiła się w lesie...- odpowiada Olka wskazując na mnie.
-IDIOTKA!-
zaczyna Twilight.- Nie ma czasu na gubienie się w lesie! Az taki duży
to on nie jest!(ta... to tylko ponad miliard hektarów, a może i
więcej...).
Patrzę na wieżę spuszczając kocie uszy ze
strachu. Po chwili zrobiłam kilka głębszych wdechów i uspokajam się.
Macham ogonem nerwowo po czym poprawiam zsuwające się z nosa okulary.
Pinkie i Twilight zmieniają się w ludzi.
-Idziemy...- mówię stanowczo i ruszam w stronę wejścia do wieży.
Znajdujemy się już w połowie wieży. Stop. Słyszę kroki, szybko kryjemy się za jeden z filarów. Słychać następującą rozmowę:
-Przychodzą tu praktycznie codziennie. Skąd pewność, że te dziewczyny odpuściły?
-W końcu kilka razy już je prawie mieliśmy. Nie narażałyby się na niepotrzebne niebezpieczeństwo.
Faceci przeszli nie zauważając nas. Poczekałyśmy jeszcze trochę, aż w
końcu ruszyłyśmy dalej. Szczyt wieży. Mały pokoik, akurat odpowiedni
dla jednej osoby z łóżkiem, dużą szafą, małym, okrągłym stolikiem,
biurkiem, stołkiem i półtorametrowym oknem. Rozglądamy się. Z szafy
nagle wychodzi Kinia słuchając muzyki. Podchodzę do okna i wyglądam
przez nie. Widać miasto poza granicami lasu. Patrzę w dół, znów to
uczucie niepokoju. Słychać kroki, szukamy wyjścia. Myślę "przez okno!",
ale ono jest zbyt wysoko od ziemi. Olka podchodzi do drzwi.
-Odwrócę
jego uwagę, a wy biegnijcie!- TRZASK! Otwarła drzwi prosto przed
mężczyzna o długich, białych włosach, złotych, lekko żmijowatych oczach i
ubraniu w stylu wiktoriańskim w kolorach biel i fiolet.
-SZYBKO!-
krzyczy Olka a my jak szalone wybiegamy potrącając na schodach jakichś
mężczyzn, prawdopodobnie eskorta białowłosego. Złotooki stoi przez
chwilę bez ruchu, aż w końcu Olka odbiega tak samo jak my.
-Za nimi!-
krzyknął. "Wojsko"- bo tak nazywali siebie mężczyźni- ruszyli za nami.
Na daszku wejścia do wieży siedziała kolejna dziewczyna o granatowych
włosach i wilczych "dodatkach", na jej głowie siedziała błękitna
smoczyca, a obok szatynka, trochę młodsza, obok sztynki długowłosy
blondyn z lisimi uszami.
-Widzisz? Tak właśnie wygląda cel-
powiedziała spokojnie granatowowłosa wskazując na hologram wytwarzany
przez telefon. Był to właśnie białowłosy. Potem kolejny hologram.
-A to?- zapytała szatynka.
-Jego
siostra- dziewczyna na holograficznym obrazie miała równie długie,
białe włosy, złote, żmijowate oczy a na sobie miała białą sukienkę,
fioletowe bolerko z jaskółczym ogonem oraz długie za kolana, czarne buty
na obcasie.
Z wieży wybiegł białowłosy. Wilczyca wstała gwałtownie:
-UŁA!!
WŁAŚNIE UCIEKA!- krzyknęła wskazując palcem na mężczyznę. Błękitna
smoczyca podleciała do góry w końcu pochłonęło ją białe światło i
zmieniła się w wielkiego smoka. Jej pióra nadal były błękitne, ale
pojawiły się złote wzory na jej ciele. Ryknęła, a błękitnooka dziewczyna
skoczyła na jej grzbiet. Ruszyły za nim drogą powietrzną. Szatynka i
blondyn zmienili się w lisy i zeskoczyli z daszku biegnąc tropem
złotookiego.
"Nazywa się Serzon, jest silnym czarnoksiężnikiem a także szefem niewielkiej grupy przestępczej."
Biegłyśmy przez las ciągle oglądając się za siebie. Po ścieżkach nadal jeździli kolesie na deskorolkach.
-HAYAKU! HAYAKU!- krzyczałam do dziewczyn.
Potem razem z dziewczynami zatrzymałyśmy się przed masywną bramą.
-Szefie.
Pięć sztuk, co z nimi zrobić?- rozległo się pytanie. Uniosłam głowę. Na
jednej z gałęzi drzewa kucał brunet z telefonem przy uchu i uśmiechem.
Rozłączył się i zeskoczył.
-Ręce za głowę i pod bramę Panienki...-
powiedział wyciągając zza paska spluwę. Stanął za mną i poczułam
przystawiana do tyłu głowy lufę.
-Pomyślcie życzenie...- Strzał.
"OBUDŹ SIĘ! OBUDŹ SIĘ! OBUDŹ SIĘ!!"
.KONIEC SNU NUMER 2.
I w tym momencie się obudziłam... Z cholernie szybkim tętnem,
normalnie słyszałam jak serce wali mi jak oszalałe... Do tego była
świadoma tego, iż śnię. Szczególnie przy końcówce, ale za nic nie mogę
się pozbyć uczucia bólu w tyle głowy i jeszcze się lekko trzęsę...
Masakra normalnie... To pierwszy taki sen... Chociaż nie, bo śnił mi się
kilka razy, ale zawsze w momencie wchodzenia do wieży się budziłam,
albo najpierw modliłam się do tej kapliczki i odchodziłam na marmurowe
fontanny, takie marmurowe schody po których spływała woda, coś takiego
bodajże w Sosnowcu jest. Czułam ten niepokój, ale nie było to straszne,
po przebudzeniu też jeszcze czułam niepokój, ale mi już przechodzi...
Jak przypomnę sobie poprzednie wersje tego snu to też napiszę. Było też
coś z tym, że w tej kapliczce jakiś bożek był i trzeba było przejść prze
wycieraczkę, aby można było z nim porozmawiać, i wersja z festynem
tegoż to bożka. Kilka ich było i za każdym razem jakby kolejna i kolejna
część snu się odkrywała...
A ja muszę ograniczyć słodki flirt, bo już mi się śni (._.)'
"Czasami widzimy we śnie coś, czego nigdy nie widzieliśmy, ani o czym nie słyszeliśmy w tym życiu, ale wszystkich tych incydentów doświadczyliśmy w różnym czasie, w różnych miejscach i w różnych okolicznościach".
2 komentarze:
No, no, fajnie xD pierwszy sen- totalnie bez sensu. Ale to w końcu sen. Snu zawsze są pojebane. Drugi za to mi się jako-tako spodobał. Na serio, nie wiem kto to te pinki pai, mogła byś tłumaczyć takie rzeczy, ale podoba mi się to, jak ujęłaś scenę zabicia. Jest cudna. Takie lekkie, krótkie niedopowiedzenie i koniec. Zabójcze po prostu. Pozdrawiam, życzę duuużo snów. Narazicho- Rena.
PinkiePai itd. to kucyki z My Little Pony: Frendship is Magic xD Dzięki :)
Prześlij komentarz