"Czasami widzimy we śnie coś, czego nigdy nie widzieliśmy, ani o czym nie słyszeliśmy w tym życiu, ale wszystkich tych incydentów doświadczyliśmy w różnym czasie, w różnych miejscach i w różnych okolicznościach".

czwartek, 15 sierpnia 2013

(06.10.12r-07.10.12r)- Gold Golem(Złoty Golem)

   Akcja rozgrywa się w bliskiej przyszłości. Polska zajmuje teraz ponad połowę powierzchni Ziemi wliczając morza i oceany. Zaawansowana technologia szerzy się na wszystkie strony świata. Autostrady łączące kontynenty są opuszczone. W tym spokojnym klimacie na rynku głównym w ¹Varii, oglądając się za siebie na deskorolce jechała młoda dziewczyna. Miała na sobie bluzkę z długim rękawem, białą spódniczkę oraz białe, luźne nogawki, na głowie lekko zsuniętą czapkę z kocimi uszkami. Za dziewczyną ścigała grupka nastolatków.
   Cmoknęła z irytacją i skręciła w dobrze jej znaną uliczkę prowadzącą przed Instytut Badawczy im. Luis Scratch. Gdy jechała już bliżej murów skoczyła na czerwone "poddasza" łapiąc deskorolkę jedną ręką i tym samym unikając ciosu łańcucha. Pozostali ruszyli za nią a chłopak stojący na ich czele wymachiwał łańcuchem nad głową przyspieszając. Kolejny skok, tym razem na kolejny z czerwonych daszków, ale ustawiony wyżej. Pościg trwał już dobre dwie godziny, nikt nie miał zamiaru odpuścić.
   W końcu wszyscy znaleźli się na dachu Instytutu. Blondyn kolejny raz rzucił w jej stronę łańcuchem
-Kya!- pisnęła cudem unikając metalu, niestety szara czapka, którą miała została przybita do muru wejścia na dach.- A tak ją lubiłam...- powiedziała do siebie z żalem patrząc na czapkę. To jednak jeszcze bardziej zmotywowało ją do ucieczki.
   Ponownie odepchnęła się nogą od szarej powierzchni, po której jechała. Przeskoczyła na kolejny z dachów tyle, że niższy. Kolejne uderzenie srebrnego łańcuchu wbiło się w cement, grunt się zatrząsł, a srebrny metal okrążyły błyskawice mieniące się złotym, srebrnym i niebieskim kolorem. Gładką powierzchnię przecięły pęknięcia a szarą do tej pory, nikłą ciemność rozjaśniło jasne światło. Ludzie stojący na dole na pewno mięli niezły widok. Blondyn zacisnął zęby w uśmiechu i szarpnął łańcuch. Po chwili było już widać jeden z pomniejszych budynków. Tylko parę metrów dzieliło szatynkę od ziemi. Zaraz po tym jak znaleźli się na mniejszym budynku dziewczyna uśmiechnęła się do siebie podstępnie i w końcu wyskoczyła obracając się wokół własnej osi na tle złotego słońca. Tam jej droga się kończyła.
   Wylądowała na desce robiąc krótki zakręt nie patrząc na drogę. Plusk. Grupa ścigająca zielonooką wpadła do rzeki przepływającej po między budynkiem i drugą połową mostu, który właśnie się otworzył. Blondyn i pozostała piątka wynurzyła się z wody. Dziewczyna zaśmiała się donośnie kładąc ręce na biodra.
-Niech was ryby zeżrą za to, że straciłam ulubioną czapkę gnojki!!- krzyknęła do nich po czym ulotniła się na pustą autostradę.
   Z uśmiechem jechała z rękami za głową po czarnym asfalcie. Nuciła jakąś melodię, w końcu zauważyła znajomego chłopaka z czarnymi włosami. Szedł wolno wyglądając na przygnębionego. Przyspieszyła tak by znaleźć się obok niego i wtedy zwolniła by dotrzymać mu "kroku".
-²Team- szepnęła by zwrócić na siebie uwagę.
-Cze...- odpowiedział tylko.
-Dobrze się czujesz?
-Tak jakby... Właśnie wybieram się na rodeo do wujka.- spojrzał na nią.
-Hmm... Chyba się przyłącze. I tak nie mam co robić- wyszczerzyła się.
-Twój ojciec wie, że bierzesz w tym udział?- zapytał patrząc na deskorolkę.
-Nie. Gdyby się dowiedział spaliłby wszystkie moje nagrody i cały garaż z częściami zapasowymi oraz warsztat...
-Rozumiem... A twoja mama?
-Wyjechała do Londynu kilka dni temu.
-A właśnie! Kumpel powiedział, że za tydzień w Koszarach odbędzie się turniej.
-Haa?! To 200 km drogi stąd- powiedziała podekscytowana.
-Pojadę z tobą jeśli chcesz- uśmiechnął się.
-Przecież cię nie wpuszczą! Nie bierzesz w tym udziału nie?
-Haha... Jeżdżę od kilku miesięcy. Ale i tak ci nie dorównuję- powiedział skromnie.
-Czemu nic nie powiedziałeś?!
-Wybacz... Nie lubię tego rozgadywać...- podrapał się po głowie.

   W oddali było już widać starą farmę, na której terenie stał nie wielki dom o czerwonym dachu. Oboje przyspieszyli. Po krótkiej chwili byli przed wejściem do zagrody. Dziewczyna zeskoczyła z deski i nadeptując ją złapała przedmiot do ręki po czym zabrała go pod pachę. Gwizdnęła z zachwytu.
-Nieźle... Farma się powiększyła?- zapytała.
-Nom... Wuujkuu!- krzyknął wchodząc do zagrody, w której odbywał się turniej ujeżdżania krów.
-Team! NeKo! Witajcie!- krzyknął mężczyzna w podeszłym wieku.
  
   Z białej krowy nagle zleciał młody chłopak i wszyscy obecni wpadli w śmiech.

C.D.N... Może...
***
¹Varia - nazwa Warszawy w obecnym roku.
²Team - czyt. Tiim

4 komentarze:

Rena pisze...

Hmmm... O co chodzi z tym tytułem? Bo nie rozumiem ,/ Ogólnie, sen w sumie spoko...Na prawdę jeździsz na desce? Ja próbowałam, ale nie umiem ,/ Opisane ładnie, Błędów nie było... Nic dodać, nic ująć ,)

Unknown pisze...

Z tego snu powstało opowiadanie. I te zawody się tak nazywają :)
Chciałabym jeździć, ale niestety nie mam pieniędzy na zakup części do deskorolki :( Ale kto wie? Może kiedyś nazbieram odpowiedniż sumkę i będę się uczyć ^^

Rena pisze...

A ja chcę się swoijej pozbyć, bo zagraca mi miejsce xd aaa. Nawet nie wiedziałam że takie zawody istnieją xD

Unknown pisze...

No wiadomo. W końcu sama je wymyśliłam nie? xD

Prześlij komentarz