"Czasami widzimy we śnie coś, czego nigdy nie widzieliśmy, ani o czym nie słyszeliśmy w tym życiu, ale wszystkich tych incydentów doświadczyliśmy w różnym czasie, w różnych miejscach i w różnych okolicznościach".

sobota, 17 sierpnia 2013

(16.08-17.08)- Motyl, wampir i pies.(trzy sny)

   Sen nr 1

 

   Razem z klasą(powiedzmy, nie wiem czy to była moja klasa) mieliśmy wycieczkę do jakiegoś miasta. Zatrzymaliśmy się przy jakimś starym budynku, który znajdował się jakby w parku Mysłowickim(miasto, w którym mieszkam). "Wychowawczyni" kazała nam teraz robić co chcemy. Wszyscy się rozeszli a ja poszłam usiąść na jednej z drewnianych ławek. Nagle przed moimi oczami przeleciało coś wielkiego... Zerwałam się i ruszyłam za tym.
   Trzy ławki dalej, siedziały na niej wielkie motyle. Były jak moja dłoń, jeden był całkowicie czarny, następny jaskrawo błękitny(patrząc na niego poczułam strach), a jeszcze jeden był czarno-czerwony, tzn. górne skrzydła były czarno-białe, a dolne krwisto czerwone. Był chyba najładniejszy z nich... Patrzyłam tak na nie w ciszy, aż w końcu ten czarny usiadł mi na ręce, a pozostałe dwa odleciały. Wtedy spojrzałam na trasę, którą lecą i ujrzałam tęczę. Wtedy byłam tylko ja- pozostali znikli... No i sen się urywa, a ja przenoszę się w jakieś nieznane miejsce.

Sen nr 2


   Teraz jestem na polu. Wokół las i domki jednorodzinne- wyglądały na opuszczone. Podbiega do mnie mój tato i ciągnie mnie gdzieś. 
   Przenosimy się do jakiegoś domu. On zaczyna o czymś mówić( niestety nie pamiętam o czym). Jeszcze później dowiaduje się chyba od samej siebie, że on jest wampirem więc gdy tato się kładzie spać ja uciekam z domku i biegnę przez te pola jak idiotka. I w tym momencie zmieniam się w... chłopaka. Wysokiego bruneta. Zatrzymuję się znowu w innym miejscu.

Sen nr 3


   Jestem w(prawdopodobnie) czyimś ogrodzie działkowym i rozglądam się. Widzę czarnego psa podobnego do ponuraka z Harreg'o Potter'a tyle, że ten ze snu był mniejszy i jakby... bardziej puszysty? Wpatruję się w niego i w końcu podchodzę, ten skacze i na ramie mi wyrasta czarny ogon i uszy, pies znika jakby nigdy nic. ja dostaję jakiegoś odpału i zaczynam biec na czterech... 
   Biegnę przez ulicę, na której się znalazłam nie wiedząc nawet kiedy i rozglądam się na boki. Widzę jak przez furtki przeskakują psy(?) i biegną za mną (LOL). Biegnę dalej i mijam przechodniów, którzy zostają zahipnotyzowanie przez nieznaną mi siłę i popełniają samobójstwo. Nagle mnie i te wszystkie psy zaczyna gonić policja i CIA. Gonią nas my w końcu się zatrzymujemy ja wstaję i podchodzę do jednego z funkcjonariuszy i podpisuję coś, potem podchodzę do jednego z agentów CIA z kartką w ręku i długopisem. Zaczyna się rozmowa.
-I jak?- pyta agent. Ja spoglądam na psy za mną.
-Eksperyment wypalił- szczerzę się.
-Co z ludźmi?
-Zaraz po dotknięciu przez niego...- tu wskazuję na czarnego pieska na moim  ramieniu(ten sam co wcześniej, ale mniejszy)-... zaczynają popełniać samobójstwa. Jak widać wszystko poszło jak chcieliście.
-Dobrze się spisałeś Rex.- mówi agent i zaczyna mierzwić moje włosy(oczywiście ja dalej jestem w ciele tego chłopaka). Zamykam oczy i zaczynam merdać ogonem ciesząc się z pochwały.- Teraz możesz już iść. My zajmiemy się więźniami- powiedział patrząc na tamte psy co za mną biegły. Policjańci skuwali psy kajdankami i prowadzili je do wozów z klatkami. Agenci CIA też odchodzą z raportem i odjeżdżają. Ja czekam aż ci znikną z pola widzenia i gdy już ich nie widzę znów na czterech biegnę dalej, tym razem już sama. 
   Przeskok w czasie- jest wieczór, ja jestem na jakimś placu budowy i wtedy orientuję się, że to jedna, wielka łamigłówka. Rozglądam się szukając dawcy, ale go nie zauważam więc zaczynam myśleć. Dochodzi do mnie, że ta łamigłówka to coś w rodzaju labiryntu i jeżeli wybiorę złą drogę już się nie obudzę ponieważ pożre mnie wielki, truskawkowy kisiel(naprawdę chodziło o KISIEL)... Na moim ramieniu pojawia się opaska Orpheusza i wtedy wybieram drogę znaczoną drzewem jabłkowym w pełnym rozkwicie. Zaczynam biec na czterech i szybko analizować drogę. Skręcam w prawo i znajduję wyjście. Odetchnęłam z ulgą i wstałam a labirynt się rozsypał... Po drodze do domu spotykam Simbę, który ucieka przed hienami i ukrywa się w jednym z opuszczonych domków jednorodzinnych. Ja nie zwracam na to większej uwagi i "znikam" we mglę. Na końcu widziałam to wszystko z perspektywy drugiej osoby.

***
Nie wiem co wpływa na tak wielka dziwaczność snów, ale ja i tak swoje sny uwielbiam. Szczególnie jeżeli mam nad nimi jakąkolwiek kontrolę. Nawet tę najmniejszą. Teraz idę szukać znaczenia tych snów w senniku.

3 komentarze:

Rena pisze...

Muszę przyznać, sny masz na serio dziwaczne... xD No, ale. Ale właśnie. Bywa xd lubię je czytać, choć nie za bardzo wiem, jak je komentować... To w końcu sen, nie zależny id Ciebie. Co innego by było z opowiadaniem... ale wchodzić będę ,) PS. Lubisz yaoi?

Unknown pisze...

Niektóre są jeszcze dziwniejsze ._.
Lubię? Oczywiście, że tak!

Rena pisze...

Ooo, jak fajnie ,) Jeżeli chcesz, mogę Ci podać adres mojego bloga yaoi, tylko podaj E-mail, czy gg ,3

Prześlij komentarz