"Czasami widzimy we śnie coś, czego nigdy nie widzieliśmy, ani o czym nie słyszeliśmy w tym życiu, ale wszystkich tych incydentów doświadczyliśmy w różnym czasie, w różnych miejscach i w różnych okolicznościach".

czwartek, 28 listopada 2013

(27.11-28.11) - Strażniczka przyszłości?; Sen, który już kiedyś się śnił.



Strażniczka przyszłości?

   Sen z perspektywy trzeciej osoby. Widzę siebie, mam na sobie białą, zwiewną spódniczkę oraz białą bluzkę, na ramionach mam pelerynę(?) w aksamitnym kolorze z ładnym, wyszywanym brązową nitką wzorem. Idę przez ciemną ulicę po drodze spotykam swoją nauczycielkę plastyki i pytam, która godzina, ona odpowiada, że 1:53. Jestem zdziwiona lecz idę dalej tym razem chodnikiem. Na swojej drodze spotykam bandziorów, którzy mają zamiar mnie napaść. Uśmiecham się delikatnie i mijam ich znikając a następnie pojawiając się na dachu budynku przy, którym bandziory zostają i rozglądają się za mną.
   Nagła zmiana akcji. Znów idę chodnikiem, ale w jakimś innym mieście. Spotykam
mężczyznę, który na rękach trzyma białego kotka. Mężczyzna płaczę, a kot wtula się w niego. Zatrzymuję się. O dziwo mężczyzna ten widzi mnie, a naokoło mnie widać delikatną, białą poświatę.
-Czemu płaczesz?- pytam jak małe dziecko.
-Moja żona zmarła...- mówi.
-A ten kot?
-Znalazłem go. Teraz mam tylko jego...
-Hej,wypuść go.- mówię spokojnie.
-Czemu?- patrzy na mnie ze łzami w oczach.
-Jest młody. Jeżeli teraz go wypuścisz, dorośnie i założy rodzinę. No i pomyśl, może razem z innymi kotami stworzą nowe państwo!- mówię energicznie.
-Hę? Państwo stworzone przez koty?- roześmiał się.
-A czemu nie?- uśmiecham się.- Będzie to dobre rozwiązanie. Ludzie, którzy z ciekawości będą tam podróżować zostaną tam. Każdy ze swoim własnym kotem! Nie będzie tam też władzy czy pieniędzy, będą wymieniać się przedmiotami jak w grach RPG. Lepsze to niż teraźniejszy świat!- znów się uśmiecham i wstaje, mężczyzna wypuszcza kota, który zdaje się uśmiechać do mnie. W mojej dłoni pojawia się biało-złota laska. Jej końcem dotykam czoła mężczyzny i wypowiadam delikatnie: "Nie czas na łzy i smutek... Spójrz w niebo, każda z tych gwiazd dotrwała swej przyszłości, za kilkaset tysięcy lat większość z nich zniknie pozostawiając po sobie gwiezdny pył... Tak samo jest z tobą. Za parę lat umrzesz tak jak każdy z was. Do tego czasu ciesz się wspaniałym życiem i zacznij wszystko od nowa. Pozwól abym mogła cię obserwować... A teraz do zobaczenia wkrótce..." Po tym zniknęłam a on zdziwił się wiedząc, że jeszcze chwilę temu z kimś rozmawiał.
   Tym razem idę przez ciemną ulicę. Słucham muzyki śpiewając jedną z piosenek, mijam tira oraz pewnego mężczyznę ubranego w garnitur, uśmiecha się jakby chciał powiedzieć "Dobra robota". Idąc tą właśnie ulicą zaczynam delikatnie machać peleryną jak skrzydłami przez co zaczynam się unosić.
   Teraz idę przez jakieś pustkowie i myślę sobie "To miejsce nie ma przyszłości..." ze smutkiem spuszczam głowę i znów zaczynam machać peleryną. Unoszę się wysoko i nagle jak na złość musiałam sobie uświadomić to, że śnię... Zaczynam lecieć coraz to niżej, aż w końcu jestem metr nad ziemią. Zrezygnowana staję na nogi i idę dalej. Widzę podejrzanego mężczyznę i jak najszybciej chcę dostać się na jeden z budynków wspinając się po rynnie. Niestety, jestem zbyt wolna. Mężczyzna łapię mnie za kostkę, ja odwracam głowę, na jego twarzy pojawia się przerażający uśmiech. Budzę się.

Po obudzeniu musiałam iść napić się mleka, aby się uspokoić.
Ale teraz pytanie: Dlaczego po uświadomieniu sobie, że śnię nagle zaczynam lecieć niżej? Jest tak za każdym razem :c

Nasza sekretna baza...

   Sen zaczyna się od wyjścia z pewnego budynku. Znów perspektywa trzeciej osoby. Znajduję się w znajomym mi miejscu, piękne drzewa, krzewy, a nawet budynki. Jest lato. Na mojej drodze spotykam jakiegoś chłopaka, którego nie znam. Razem ze mną jest także jakaś dziewczyna(niestety nie potrafię jej rozpoznać, ale czuję, że jest moją przyjaciółką). Chłopak chce nas stamtąd pogonić, jednak stawiamy na swoim i idziemy pozwiedzać.
   Przechodzimy przez aleję drzew kasztanowych. Przepiękne kolorowe kwiaty sprawiały, że zaczynam czuć nostalgię. Chłopak w końcu zatrzymuje się.
-Pokarzę wam!- krzyknął z uśmiechem.
-C-Co?- pytam.
-Moją tajną bazę!- dodaje energicznie i zaczyna biec przez aleję my biegniemy za nim, zaczyna wiać delikatny, ciepły wiatr.W końcu znajdujemy się przed zwyczajnymi krzewami. Ja zatrzymuję się. "Pamiętam..." mówię w myślach. "Pamiętam tę bazę..." w oczach stają mi łzy, zaczyna lecieć nostalgiczna melodia, słychać tylko ją i wiatr. Idę dalej i wyprzedzam chłopaka. Przede mną pojawia się droga pokryta drobnymi, białymi kwiatami, które nawet kiedy je nadepnęłam podnoszą się znowu. Biegnę przez korytarz i w końcu staję na środku pokoju z krzewów i kwiatów. Podchodzę wolnym krokiem do balkonu i patrzę na przepiękny krajobraz, w tle góry, trochę bliżej wyżyny zapełnione polami a na pierwszym planie wspomniane już drzewa kasztanowe. Z zdumieniem obserwuje cały widok i zaczynam płakać.
-Tak nostalgicznie... To już kiedyś mi się śniło... Dawno, dawno temu...- wymawiam półszeptem. Chłopak patrzy na mnie aż w końcu krzyczy.
-Beatrice idzie!- na te słowa zareagowałam tak jak dawniej. Wszyscy wybiegliśmy, a baza została zniszczona.
-Czemu... Czemu to znowu się stało?! Czemu ona tak bardzo tego nienawidzi?! Jest tak samo jak kiedyś...! Tak samo...- jęknęłam i obudziłam się.

0 komentarze:

Prześlij komentarz