"Czasami widzimy we śnie coś, czego nigdy nie widzieliśmy, ani o czym nie słyszeliśmy w tym życiu, ale wszystkich tych incydentów doświadczyliśmy w różnym czasie, w różnych miejscach i w różnych okolicznościach".

sobota, 19 października 2013

(03.03-04.03)- Za Abrafan!

   


   To było tak. Do takiej jaskini wszedł chłopak, najprawdopodobniej​ej był to wojownik... Ta jaskini okazała się być "domem" krasnoludów i troli i miała kilka poziomów, przy czym w najniższym był smok. Potem ten chłopak został pojmany przez krasnoludy i wciśnięty do celi. Siedział tam dość długo i jak patrzył w przestrzeń jaskini to widział huśtające się przez wiatr bronie- miecze, maczugi itd.. W końcu jakoś się stamtąd wydostał bo ci mieszkańcy wyruszyli na wojnę czy coś. Przeszukał wszystkie "pokoje" i ze znalezionych materiałów zrobił "skrzydła". Dokładnie ze skóry i badyli. Przeczepił te skrzydła do kolan i zeskoczył i zaczął nimi machać... Na jego nieszczęście w tym momencie smok się przebudził i wystrzelił z przepaści w gorę. Chłopak prawie oberwał kulą ognia, ale w końcu się wydostał, a smok wrócił do swojego miejsca.
 
[Tutaj nie pamiętam...]

Druga cześć snu:
   Była wiosna i odbywał się wielki bal w jednym z zamczysk. Młoda dziewczyna w białej, jakby poszarpanej​ sukni została pojmana prze krasnoludy. Była ich zakładniczką na tym balu. Mijały godziny aż w końcu udało jej się wyrwać bandzie zbirów i ruszyła na najwyższe piętro zamczyska. Tam spotkała kota podobnego do tego z Alicji w Krainie Czarów tylko, że ten z mojego snu był biało-czarny, i nie szczerzył zębów. Wyglądał jak typowy kot jednak po pewnym dialogu ujawnił swoją prawdziwą postać:
-Jesteś bardzo uroczy...- skomentowała dziewczyna.
-Jestem NekoDragon(lol xD)... Jest coś co mógłbym dla ciebie zrobić?
-A co możesz?
-Mogę cię zabrać na drugi koniec zamku...
-Ale... jak?
W tym momencie kotek stał się wielki, jego ciało się wydłużyło, wyrosły mu krótkie rogi i usiadł przed nią.
-Wejdź na mój grzbiet, a zabiorę cię stąd.
No i ona wskoczyła na jego grzbiet i ten kot odleciał powoli na drugi koniec zamku. tam krasnoludy się zorientowały, że Leiya(bo tak się ona nazywała) zniknęła, więc wpadły w furię i zrobiły rzeźnię z balu szukając jej.

   No dobra... Ona zsiada z kota i idzie gdzieś, niebo jest pokryte pięknymi gwiazdami i widać na nim sylwetkę CZEGOŚ. Nagle nad jej głową przelatuje majestatyczny, czarny smok.
-Aigo!- krzyknęła.- Aigo, dobrze cię widzieć!
Smok zleciał obok niej i stanął, ona pogłaskała go po szyi i przytuliła<?>. Leiya wsiada na smoka i odlatuje na nim.
Potem wraca... krasnoludy chcą zabić smoka, którym jest ten sam co zaatakował tego wojownika. Niestety zostają spaleni na popiół.
Kilka tyg. później krasnoludy atakują królestwo Leiyi bo ona okazuje się być księżniczką... No dobra, jest polana, kilka miliardów krasnoludów przeciwko jednej dziewczynie, kocie i smoku. Rozpoczyna się wojna. Krasnoludy zostają zniszczeni co do jednego, wtedy księżniczka schodzi ze smoka i staje na wzgórzu i mówi:
-Ja księżniczka Leiya z rodu pogromców, przejmuje te tereny razem ze wszystkimi ich skarbami! Od teraz nikt nie ma prawa mi się sprzeciwić, nawet król i królowa tego kraju! na mocy prawa nadanego mi przez matkę- unosi miecz.- Mianuje siebie królową całego Abrafanu! Czcijcie mnie a ja sprowadzę na was dobrobyt, klęski żywiołowe się już nie pojawią, zwierzyna będzie zdrowa. Za Abrafan!- krzyknęła i w tym momencie jest takie oddalenie kamery i "objazd" wokół księżniczki i smoka. Miecz lśni w blasku słońca a za nią kilka milionów zwłok krasnoludów.

piątek, 4 października 2013

(04.09-05.09) - Spinki

   Jestem w odnowionym zamku z Amnezja: mroczny Obłęd. Kilka skrzydeł jest w remoncie, ja zwiedzam
pokój, w którym mam od dzisiaj mieszkać z kilkoma innymi osobami. Czas mija dość szybko, do pokoju wchodzi dwóch wysokich chłopców i trzy dziewczyny oraz jedna kobieta z córką.

[Przeskok w czasie]

   Ślady krwi prowadziły od salonu do sypialni właściciela zamku. Na dworze spotykam kobietę, która zaczyna uciekać, wołam ją, ona nie reaguje. W końcu zamyka się w domku wczasowym i patrzy na mnie przerażona. Ja uśmiechnęłam się do niej. Kobieta wystraszyła się jeszcze bardziej.
-Wiesz... Twoje spinki są naprawdę przepiękne.- dalej się uśmiechałam, a ona uspokoiła się.- Ale to nie powód, by ją zabijać...- powiedziałam spokojnie.
    Ona wystraszyła się po czym rozpłakała i wyszła oddając się w ręce policji.


-END-

sobota, 7 września 2013

(07.09-08.09) - Po prostu sen... Najzwyklejszy sen :) I przytulanie

   Sen który, zaraz po zaśnięciu sobie uświadomiłam :)


   Stałam na jakimś pustkowiu, jednak nie takim całkowitym pustkowiu... Było tam pełno naturalnych basenów, które były dużymi dziurami w ziemi. Stojąc nad jednym takim "basenem" spotkałam pewną lolitkę ubraną na biało. Przez chwilę się jej przyglądałam po czym "zaskoczyłam" gdzie jestem.
-ZARAZ! To jest sen przecież! Pamiętam cię, wcześniej też się tutaj spotkałyśmy!- krzyknęłam, a dziewczyna uśmiechnęła się miło.- A skoro to sen...- mruknęłam do siebie i zaczęłam biec w stronę jednego z "basenów". Tak jak przypuszczałam był tam Ryohei(Katekyo Hitman Reborn), spotkałam... Nie. Widziałam go w tym samym miejscu z perspektywy drugiej osoby kilka miesięcy temu kiedy wrzucił moją OC(Satanae) do wody, a potem ona pociągnęła go za sobą i się śmiali. Gdy do niego podeszłam on miał zamiar wejść do wody, ale się powstrzymał i podszedł do mnie i przytulił :)
   Potem o czymś rozmawialiśmy, nie pamiętam już o czym. Poszliśmy do samotnego domu stojącego trochę bardziej w głąb lasku, który był na terenie pustkowia. Gdy byliśmy już przy drzwiach z domu wyszedł dość wysoki brunet, był to Yamamoto jak dobrze pamiętam(On także jest z KHR) stał przed nami jak wryty, a następnie rzucił mi się na szyję z szerokim uśmiechem(także mnie przytulił ;)). Nic nie mówił po protu mnie tulił a ja powoli zalewałam się łzami.
-OI! Wiesz dobrze, że nie możemy zostawiać tak długo otwartych drzwi!- usłyszałam z domu po czym na "ganek" wyszedł szaro włosy chłopak i zamilknął.
-Gokudera...!- krzyknęłam i gdy brunet mnie już puścił rzuciłam się w ramiona zielonookiego.(W tym śnie jest duuuużo przytulania :3). Ten najpierw nie wiedział o co chodzi, ale potem zalał się łzami i mooocno mnie przytulił przy czym złapał coś co "wyrastało" mi z głowy(sądzę, że były to uszy. Była to perspektywa pierwszej osoby). Położyłam  dłoń na jego włosach i odetchnęłam.
-Idiotka! Wszyscy się o ciebie martwili! Gdzieś ty była przez ten czas?!- warknął na mnie.
-Podróżowałam...- mruknęłam tylko po czym go odepchnęłam lekko.- Właśnie! Gdzie Kyo-chan?!- zaczęłam się rozglądać (Teraz dopiero doszło do mnie, że "Kyo-chan" na Kyouye mówi TYLKO moja OCka- Satanae. Prawdopodobnie to nią byłam).
-Prawdopodobnie jest gdzieś i trenuje...- mruknął brunet.

Przeskok w czasie.

   Jesteśmy teraz praktycznie wszyscy w jednym "nawiedzonym" domu stojącym niedaleko. Fuuta(KHR) stoi za mną wystraszony. Odzywa się Yamamoto:
-Ale będzie dużo jump scarów- zaśmiał się i poszliśmy w głąb domu. Ciemno, niczego nie widać, mamy do dyspozycji tylko i wyłącznie ledwo palącą się świeczkę. Ktoś do nas dopija. Mój pisk. Podnoszę wzrok przerażona i tą osobą okazuje się być Hitsugaya z Bleacha! Znów nagły przeskok jesteśmy ponownie w domu. Siedzimy przy wielkim stole i zaczynamy jeść. Po obiedzie wychodzę się przejść z Gokuderą i spotykamy Haru, znowu ktoś mnie przytula- Haru. Zaczynamy rozmowę a gdy już ją kończymy Haru odchodzi w stoją stronę, a my w swoją.

Przeskok.

Jest grubo po 21 ja zbieram się by odejść. Robię to niechętnie, ale muszę(nie wiem czemu). Gdy chcę się wyrwać po kryjomu zatrzymuje mnie Gokudera.
-Dokąd się wybierasz?- patrzy na mnie z wyrzutami. Był zły.
-Chciałabym zostać, ale nie mogę... Przepraszam... Ja... Dawno już nie przebywałam z rodziną(tu: mafia)- spojrzałam mówiąc to na witrażowe okno.- Widzisz, uświadomiłam sobie, że nieważne co robię potem cierpię- zaśmiałam się krótko powstrzymując łzy.
-Więc masz zamiar zostawić nas na kolejne kilka lat tak? Czy już nie wrócisz?
-Oczywiście, że nie(tutaj widok z "kamery" skierowany na mnie- jak się okazuje, jestem moją OC)- uśmiechnęłam się.- Niedługo znów wpadnę, nie martw się.
-Obiecujesz?- podszedł bliżej i wystawił w moją stronę rękę z podniesionym tylko małym palcem(nie wiem  jak to napisać, wybaczcie...). Patrzyłam na niego chwilę zdziwiona i ponownie się uśmiechnęłam.
-Obiecuję...- zamknęłam oczy i wykonaliśmy obietnicę małego palca(przepraszam, znowu nie wiem jak to napisać). Gdy już było "po wszystkim" pomachałam jeszcze i odeszłam.- No i nie spotkałam Kyo-chana- westchnęłam wycierając łzy.
-Masz tu przyjść na święta cholerny psie!- krzyknął jeszcze szaro włosy uśmiechając się. Odchodząc spojrzałam przez ramię na chłopaka i uśmiechnęłam się.

***
Ten sen stał się jednym z moich ulubionych, przez chwilę miałam tak, że sen mieszał się z rzeczywistością i słyszałam szlochanie. Nie wiem czy to w mojej głowie czy w rzeczywistości. W każdym razie to był drugi z tych bardziej wzruszających snów, których miałam jak na razie tylko 2 :) Postacie pochodzą z anime i mangi Kateikyoushi Hitman Reborn! i oczywiście Hitsugaya jest z Blecha. Niedługo dodam następną notkę :)

środa, 21 sierpnia 2013

(20.08-21.08)- Zawody i Pociąg

  
 Granatowowłosa pierwszy raz jest w takim miejscu. Co z tego, że blondyn wcześniej powiedział jej o co mniej/więcej chodzi. W miejscu, w którym wcześniej była było także tyle osób. Od najzwyklejszych ludzi do bogów w ludzkiej postaci. Ostatnim razem odprowadzała tu blondyna kiedy ten brał udział w tych zawodach. Wielka można nazwać to miejsce willa, w której było wiele pomieszczeń tworzących labirynt. W końcu pozwolili wejść wszystkim 65 graczom. Granatowowłosa znalazła się na prowadzeniu zaraz przy wejściu, nic dziwnego, przecież jest szybsza i silniejsza od jakiegoś tam człowieka.
   Zatrzymali się. Dziewczyna przyglądała się mężczyźnie, który trzymał coś w dłoni.
-Zabawę czas zacząć!- krzyknął i wszyscy ruszyli na czerwone "płótno".
  
   Po dwóch godzinach bez przeszkód na drodze niebieskookiej stanęli dwa mężczyźni. Cmoknęła z irytacja i sięgnęła po spluwy umieszczone za paskiem spódniczki. Spluwy zmieniły się w dwie katany i kilkoma zwinnymi ruchami uszkodziła tamtych dwóch do tego stopnia, że nie mogli się już ruszać.
   Po tych dwóch, marnych godzinach zostało tylko 27 osób- ci "nieludzie".
   W końcu dotarła do tunelu pełnego srebrnych talarów. Uśmiechnęła się, była już coraz bliżej zwycięstwa. Jednym z zadań było zdobycie srebrnego klucza do drzwi wyjściowych. Blondyn miał rację- struktura budynku była inna... Pojawiło się więcej pomieszczeń, pułapek i innych rzeczy. Jak mówił "Co roku zmienia się całkowicie. Dwa lata temu były drewniane łamigłówki-pułapki, jeżeli ktoś wybrał złą drogę zapadał się i automatycznie opuszczał zawody.". W tym roku było więcej pułapek i labiryntów. Na szczęście nos dziewczyny umiał wyczuć niebezpieczeństwo. Zmieniła się w wilka i ruszyła do przodu wybierając odpowiednią drogę. Znalazła klucz i strażnika, którym okazał się być... kot. Przegoniła go warcząc i znów odmieniła się w ludzką postać, zabrała klucz i wyszła z tunelu.
   Otworzyła masywne drzwi wyjściowe i opuściło tamto miejsce w czasie tylko 6 godzin. Pozostali jak zwykle zostali zamknięci w willi i nie mogli wyjść, aż do następnego świtu. Odeszła uśmiechając się po czym nastąpił silny wybuch. Willa wyleciała w powietrze. Dziewczyna uśmiechnęła się psychopatycznie a następnie roześmiała jak wariatka. Uspokoiła się i odeszła jakby nigdy nic zostawiając za sobą gruz i zwłoki.
***

   Jestem w jakimś nieznanym mieście, pytam ludzi o drogę do Wrocławia(...). Nikt oczywiście nie wie. Spotykam jakąś staruszkę mówi mi, że mam iść na pociąg. Idę na pociąg, ktoś mi tłumaczy, ze to nie jest taki zwykły pociąg. W końcu przyjeżdża wchodzę do środka nikogo na pierwszy rzut oka nie ma.

   Trochę później zasnęłam odezwała się do mnie jakaś dziewczyna siedząca obok.
-Hej, gdzie jedziesz?- zapytała szeptem.
-Wrocław, chyba...- odpowiedziałam także szeptem, nagle do przedziału wszedł jakiś facet ubrany na czarno i rozejrzał się. My znów zakryliśmy się kołdrami i udawaliśmy, ze śpimy. Facet odszedł. 
-Jedziesz z nami pierwszy raz prawda?- zapytała znowu.
-Tak- znów ten sam facet teraz podszedł jednak do nas i zobaczył czy śpimy chyba coś wyczuł, bo podszedł do wielkiej maszyny z głośnikami. Naraz słyszymy piosenkę rockową puszczaną na fula. Ja podrywam się z miejsca i krzyczę "Jezus, Maria! Co do cholery?!". Do przedziału weszła jakaś kobieta i podeszła do mnie i tej dziewczyny.
-Wstańcie- powiedziała, a raczej rozkazała nam. Zrobiliśmy to. Pociąg się zatrzymał, a my musieliśmy wyjść, był to środek jakiegoś lasu.
-To nie tak! To on zaczął ze mną rozmowę i zagroził, że jeżeli pójdę spać to mnie zabije!- wyjęczała.
-To prawda?- spojrzała na mnie kobieta.
-Oczywiście, że nie! Ona pierwsza zapytała mnie gdzie jadę więc odpowiedziałem, tyle.- skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
-Nie ważne. Sami znajdziecie drogę. Nigdy już nie ważcie się korzystać z naszych linii.- warknęła i weszła z powrotem do pociągu a ten odjechał.

   Kilka godzin błąkaliśmy się po tym lesie szukając czegoś do jedzenia. Ja zbierałam wielkie brzoskwinie rosnące na chyba krzakach. Dziewczyna zniknęła z pola widzenia.
-Rikka jesteś tu gdzieś?- zawołałam.
-Jestem tutaj Miki-kun!- odezwała się. Najwyraźniej z czegoś się cieszyła.
   Ruszyłam w jej stronę i zobaczyłam jak rozmawia z jakimś ptakiem wyglądającym jak krzyżówka sokoła i jeżyka(ptak). Ptak po między odpowiedziami karmił młode.
-Więc też nie wiesz jak się stąd wydostać?- powiedziała już trochę smutniej.
-Niestety. Nie mogę polecieć wyżej niż te kilkanaście metrów. Wybacz...- odpowiedział ptak i zleciał dziewczynie na ramię, młode w dziupli zasnęły, a ja wpatrywałam się w ptaka.
-Ach... Proszę, spróbuj- powiedziałam wyciągając w stronę ptaka kawałek arbuza, którego także znalazłam na krzakach. Ptak zabrał w dziób czerwony miąższ i od razu go wypluł.
-Ohyda! Chcesz mnie otruć człowieku?!- krzyknął a z dziupli za dziewczyną wyleciało kilka dorosłych już ptaków.
   Zaśmialiśmy się równo i poszliśmy w głąb lasu. Trzymałam w dłoniach siatkę z brzoskwiniami.
-Czemu cię tak potraktowała, skoro jesteś jej córką?- zapytałam patrząc na szatynkę.
-Nie jestem jej biologiczna córką, ona mnie nienawidzi- zaśmiała się.- Widzisz ona jest teraz żoną mojego taty, ale on zniknął...- posmyrała sokoło-jeżyka pod "bodą".
-Rozumiem. Może gdzieś usiądziemy i zjemy? Zgłodniałem- Rikka przytaknęła i usiedliśmy na jednym z obalonych Pniów. Zaczęliśmy ucztę z brzoskwiń i arbuza. Gdy już pojedliśmy, odpoczęliśmy trochę i znów ruszyliśmy przed siebie.
-Mam nadzieję, że stąd wkrótce wyjdziemy...- powiedziałam patrząc na korony drzew nad nami. Po chwili znikąd pojawiła się znowu ta kobieta.
-Dostałam rozkaz z biura aby dać wam drogę.- burknęła najwyraźniej niezadowolona. Przed nami pojawiły się niebieskie płaszczyzny, stworzone tylko i wyłącznie ze światła.- Kiedy kazałam wam wtedy wyjść specjalnie podstawiłam tego ptaka abyście mieli co jeść, ale ten niestety znalazł jakieś opuszczone gniazdo i zaczął wychowywać pisklęta. Żadnego pożytku. Proszę, możecie iść- wskazała na drogę.- Idąc tym szlakiem powinniście wyjść z lasu. Żegnam.- zniknęła, a my na siebie spojrzeliśmy.
-Ty też możesz z nami iść- powiedziała Rikka patrząc na ptaka siedzącego jej na ramieniu.
-Z chęcią opuszczę to miejsce.
-Miki-kun chodźmy- uśmiechnęła się do mnie. Oboje zaczęliśmy iść powoli po niebieskich płaszczyznach. Wyszliśmy z lasu i...
***
 No właśnie i nic... Sen mi się urwał, bo papuga zaczęła przekrzykiwać mojego kota... Ale był fajny sen :D

sobota, 17 sierpnia 2013

(16.08-17.08)- Motyl, wampir i pies.(trzy sny)

   Sen nr 1

 

   Razem z klasą(powiedzmy, nie wiem czy to była moja klasa) mieliśmy wycieczkę do jakiegoś miasta. Zatrzymaliśmy się przy jakimś starym budynku, który znajdował się jakby w parku Mysłowickim(miasto, w którym mieszkam). "Wychowawczyni" kazała nam teraz robić co chcemy. Wszyscy się rozeszli a ja poszłam usiąść na jednej z drewnianych ławek. Nagle przed moimi oczami przeleciało coś wielkiego... Zerwałam się i ruszyłam za tym.
   Trzy ławki dalej, siedziały na niej wielkie motyle. Były jak moja dłoń, jeden był całkowicie czarny, następny jaskrawo błękitny(patrząc na niego poczułam strach), a jeszcze jeden był czarno-czerwony, tzn. górne skrzydła były czarno-białe, a dolne krwisto czerwone. Był chyba najładniejszy z nich... Patrzyłam tak na nie w ciszy, aż w końcu ten czarny usiadł mi na ręce, a pozostałe dwa odleciały. Wtedy spojrzałam na trasę, którą lecą i ujrzałam tęczę. Wtedy byłam tylko ja- pozostali znikli... No i sen się urywa, a ja przenoszę się w jakieś nieznane miejsce.

Sen nr 2


   Teraz jestem na polu. Wokół las i domki jednorodzinne- wyglądały na opuszczone. Podbiega do mnie mój tato i ciągnie mnie gdzieś. 
   Przenosimy się do jakiegoś domu. On zaczyna o czymś mówić( niestety nie pamiętam o czym). Jeszcze później dowiaduje się chyba od samej siebie, że on jest wampirem więc gdy tato się kładzie spać ja uciekam z domku i biegnę przez te pola jak idiotka. I w tym momencie zmieniam się w... chłopaka. Wysokiego bruneta. Zatrzymuję się znowu w innym miejscu.

Sen nr 3


   Jestem w(prawdopodobnie) czyimś ogrodzie działkowym i rozglądam się. Widzę czarnego psa podobnego do ponuraka z Harreg'o Potter'a tyle, że ten ze snu był mniejszy i jakby... bardziej puszysty? Wpatruję się w niego i w końcu podchodzę, ten skacze i na ramie mi wyrasta czarny ogon i uszy, pies znika jakby nigdy nic. ja dostaję jakiegoś odpału i zaczynam biec na czterech... 
   Biegnę przez ulicę, na której się znalazłam nie wiedząc nawet kiedy i rozglądam się na boki. Widzę jak przez furtki przeskakują psy(?) i biegną za mną (LOL). Biegnę dalej i mijam przechodniów, którzy zostają zahipnotyzowanie przez nieznaną mi siłę i popełniają samobójstwo. Nagle mnie i te wszystkie psy zaczyna gonić policja i CIA. Gonią nas my w końcu się zatrzymujemy ja wstaję i podchodzę do jednego z funkcjonariuszy i podpisuję coś, potem podchodzę do jednego z agentów CIA z kartką w ręku i długopisem. Zaczyna się rozmowa.
-I jak?- pyta agent. Ja spoglądam na psy za mną.
-Eksperyment wypalił- szczerzę się.
-Co z ludźmi?
-Zaraz po dotknięciu przez niego...- tu wskazuję na czarnego pieska na moim  ramieniu(ten sam co wcześniej, ale mniejszy)-... zaczynają popełniać samobójstwa. Jak widać wszystko poszło jak chcieliście.
-Dobrze się spisałeś Rex.- mówi agent i zaczyna mierzwić moje włosy(oczywiście ja dalej jestem w ciele tego chłopaka). Zamykam oczy i zaczynam merdać ogonem ciesząc się z pochwały.- Teraz możesz już iść. My zajmiemy się więźniami- powiedział patrząc na tamte psy co za mną biegły. Policjańci skuwali psy kajdankami i prowadzili je do wozów z klatkami. Agenci CIA też odchodzą z raportem i odjeżdżają. Ja czekam aż ci znikną z pola widzenia i gdy już ich nie widzę znów na czterech biegnę dalej, tym razem już sama. 
   Przeskok w czasie- jest wieczór, ja jestem na jakimś placu budowy i wtedy orientuję się, że to jedna, wielka łamigłówka. Rozglądam się szukając dawcy, ale go nie zauważam więc zaczynam myśleć. Dochodzi do mnie, że ta łamigłówka to coś w rodzaju labiryntu i jeżeli wybiorę złą drogę już się nie obudzę ponieważ pożre mnie wielki, truskawkowy kisiel(naprawdę chodziło o KISIEL)... Na moim ramieniu pojawia się opaska Orpheusza i wtedy wybieram drogę znaczoną drzewem jabłkowym w pełnym rozkwicie. Zaczynam biec na czterech i szybko analizować drogę. Skręcam w prawo i znajduję wyjście. Odetchnęłam z ulgą i wstałam a labirynt się rozsypał... Po drodze do domu spotykam Simbę, który ucieka przed hienami i ukrywa się w jednym z opuszczonych domków jednorodzinnych. Ja nie zwracam na to większej uwagi i "znikam" we mglę. Na końcu widziałam to wszystko z perspektywy drugiej osoby.

***
Nie wiem co wpływa na tak wielka dziwaczność snów, ale ja i tak swoje sny uwielbiam. Szczególnie jeżeli mam nad nimi jakąkolwiek kontrolę. Nawet tę najmniejszą. Teraz idę szukać znaczenia tych snów w senniku.

czwartek, 15 sierpnia 2013

(12.08-13.08)- Perseidy



  Podwórko mojej cioci. Dzieci- Oliwia(bratanica), Sonia(kuzynka) i Kinga(siostrzenica) bawią się w berka oraz chowanego. Nagle z mieszkania mojej cioci wychodzi wysoki, czarnowłosy mężczyzna(Dantalion) oraz trochę niższy i drobniejszy chłopak, którego włosy wahały się od błękitu do delikatnego fioletu(Sitri). Wyglądał trochę jak dziewczyna. W końcu obaj wyszli z klatki schodowej i brunet mnie zawołał.
-Mika! Dawno się nie widzieliśmy, nie sądzisz?- uśmiechnął się.
-Masz już wszystko przygotowane?- zapytał błękitnooki.
-Ach, pewnie! Musimy tylko iść do mojego mieszkania.- odpowiedziałam.
***
[Przeskok w czasie]
[WIECZÓR ok. 20]


-Patrzcie! Już trochę widać!- krzyknęłam wskazując na nocne niebo, które przecięła spadająca gwiazda.
-Nigdy nie myślałem, ze to kiedyś zobaczę...- odpowiedział Sitri przegryzając ciastko i odchodząc bliżej okna.
   Niebo rozświetliło wiele Perseidów. Przepiękne, złote oraz błękitne smugi przecinały nocne niebo raz za razem, a my wpatrywaliśmy się w to ze zdumieniem. Sitri dalej chrupał ciastka i wafelki a Dantalion opierał się o parapet. Nagle przed moją twarzą pojawiło si e coś w rodzaju świetlika... Było złocisto-niebieskie i czuło się od tego przyjemne, delikatne ciepło. "Świetlik" jakby się we mnie wpatrywał... Nastawiłam kocie uszy na baczność i uśmiechnęłam się, a on zatańczył w powietrzu pozostawiając za sobą przepiękne, jasne smugi. Sitriemu oczy aż zabłyszczały z zachwycenia i przestał nawet chrupać ciastko, natomiast Dantalion uśmiechnął się i powiedział jakby półszeptem "Piękne...". Nagle Perseid- bo był to właśnie jeden, przeleciał nad moją głową i z powrotem skierował się ku otwartemu oknu tworząc jakby ścieżkę... Ścieżkę podobną do brokatu... Naszła mnie myśl aby wejść na nią. I tak tez zrobiłam. Powoli wspięłam się na parapet a następnie jedną noga stanęłam na tej właśnie ścieżce. Potem zrobiłam kilka koków i w końcu uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i jakby zatańczyłam na tej ścieżce.
-Tez tak chcę!- krzyknął Sitri i wskoczył na ścieżkę zaraz po mnie o czym ruszyliśmy w górę za "świetlikiem". Brunet tylko na nas patrzył z uśmiechem po czym odszedł i jakby rozpłynął się w powietrzu, z Sitrim było podobnie... Jak tylko doszliśmy trochę wyżej on także zaczął się "rozsypywać" pozostawiając po sobie tylko drobne "gwiazdeczki brokatu", które zawirowały wokół mnie...

   Na samym końcu usłyszałam tylko cichy śmiech jakiejś osoby i obudziłam się mając w głowie właśnie obraz nieba rozświetlonego przez Perseidy. Może w rzeczywistości nie było ich widać, ponieważ niebo było zachmurzone, ale sen to jednak jakby lepsze doznania :)

***
Od teraz będę do każdego postu dodawała zdjęcia/rysunki przedstawiające mniej/więcej moje sny, oraz będą tagi.

(06.10.12r-07.10.12r)- Gold Golem(Złoty Golem)

   Akcja rozgrywa się w bliskiej przyszłości. Polska zajmuje teraz ponad połowę powierzchni Ziemi wliczając morza i oceany. Zaawansowana technologia szerzy się na wszystkie strony świata. Autostrady łączące kontynenty są opuszczone. W tym spokojnym klimacie na rynku głównym w ¹Varii, oglądając się za siebie na deskorolce jechała młoda dziewczyna. Miała na sobie bluzkę z długim rękawem, białą spódniczkę oraz białe, luźne nogawki, na głowie lekko zsuniętą czapkę z kocimi uszkami. Za dziewczyną ścigała grupka nastolatków.
   Cmoknęła z irytacją i skręciła w dobrze jej znaną uliczkę prowadzącą przed Instytut Badawczy im. Luis Scratch. Gdy jechała już bliżej murów skoczyła na czerwone "poddasza" łapiąc deskorolkę jedną ręką i tym samym unikając ciosu łańcucha. Pozostali ruszyli za nią a chłopak stojący na ich czele wymachiwał łańcuchem nad głową przyspieszając. Kolejny skok, tym razem na kolejny z czerwonych daszków, ale ustawiony wyżej. Pościg trwał już dobre dwie godziny, nikt nie miał zamiaru odpuścić.
   W końcu wszyscy znaleźli się na dachu Instytutu. Blondyn kolejny raz rzucił w jej stronę łańcuchem
-Kya!- pisnęła cudem unikając metalu, niestety szara czapka, którą miała została przybita do muru wejścia na dach.- A tak ją lubiłam...- powiedziała do siebie z żalem patrząc na czapkę. To jednak jeszcze bardziej zmotywowało ją do ucieczki.
   Ponownie odepchnęła się nogą od szarej powierzchni, po której jechała. Przeskoczyła na kolejny z dachów tyle, że niższy. Kolejne uderzenie srebrnego łańcuchu wbiło się w cement, grunt się zatrząsł, a srebrny metal okrążyły błyskawice mieniące się złotym, srebrnym i niebieskim kolorem. Gładką powierzchnię przecięły pęknięcia a szarą do tej pory, nikłą ciemność rozjaśniło jasne światło. Ludzie stojący na dole na pewno mięli niezły widok. Blondyn zacisnął zęby w uśmiechu i szarpnął łańcuch. Po chwili było już widać jeden z pomniejszych budynków. Tylko parę metrów dzieliło szatynkę od ziemi. Zaraz po tym jak znaleźli się na mniejszym budynku dziewczyna uśmiechnęła się do siebie podstępnie i w końcu wyskoczyła obracając się wokół własnej osi na tle złotego słońca. Tam jej droga się kończyła.
   Wylądowała na desce robiąc krótki zakręt nie patrząc na drogę. Plusk. Grupa ścigająca zielonooką wpadła do rzeki przepływającej po między budynkiem i drugą połową mostu, który właśnie się otworzył. Blondyn i pozostała piątka wynurzyła się z wody. Dziewczyna zaśmiała się donośnie kładąc ręce na biodra.
-Niech was ryby zeżrą za to, że straciłam ulubioną czapkę gnojki!!- krzyknęła do nich po czym ulotniła się na pustą autostradę.
   Z uśmiechem jechała z rękami za głową po czarnym asfalcie. Nuciła jakąś melodię, w końcu zauważyła znajomego chłopaka z czarnymi włosami. Szedł wolno wyglądając na przygnębionego. Przyspieszyła tak by znaleźć się obok niego i wtedy zwolniła by dotrzymać mu "kroku".
-²Team- szepnęła by zwrócić na siebie uwagę.
-Cze...- odpowiedział tylko.
-Dobrze się czujesz?
-Tak jakby... Właśnie wybieram się na rodeo do wujka.- spojrzał na nią.
-Hmm... Chyba się przyłącze. I tak nie mam co robić- wyszczerzyła się.
-Twój ojciec wie, że bierzesz w tym udział?- zapytał patrząc na deskorolkę.
-Nie. Gdyby się dowiedział spaliłby wszystkie moje nagrody i cały garaż z częściami zapasowymi oraz warsztat...
-Rozumiem... A twoja mama?
-Wyjechała do Londynu kilka dni temu.
-A właśnie! Kumpel powiedział, że za tydzień w Koszarach odbędzie się turniej.
-Haa?! To 200 km drogi stąd- powiedziała podekscytowana.
-Pojadę z tobą jeśli chcesz- uśmiechnął się.
-Przecież cię nie wpuszczą! Nie bierzesz w tym udziału nie?
-Haha... Jeżdżę od kilku miesięcy. Ale i tak ci nie dorównuję- powiedział skromnie.
-Czemu nic nie powiedziałeś?!
-Wybacz... Nie lubię tego rozgadywać...- podrapał się po głowie.

   W oddali było już widać starą farmę, na której terenie stał nie wielki dom o czerwonym dachu. Oboje przyspieszyli. Po krótkiej chwili byli przed wejściem do zagrody. Dziewczyna zeskoczyła z deski i nadeptując ją złapała przedmiot do ręki po czym zabrała go pod pachę. Gwizdnęła z zachwytu.
-Nieźle... Farma się powiększyła?- zapytała.
-Nom... Wuujkuu!- krzyknął wchodząc do zagrody, w której odbywał się turniej ujeżdżania krów.
-Team! NeKo! Witajcie!- krzyknął mężczyzna w podeszłym wieku.
  
   Z białej krowy nagle zleciał młody chłopak i wszyscy obecni wpadli w śmiech.

C.D.N... Może...
***
¹Varia - nazwa Warszawy w obecnym roku.
²Team - czyt. Tiim